House Of The 1000 Corpses



[Gientelmen]

Gatunek: Horror
Produkcja: USA
Data produkcji: 2000 rok
Czas trwania filmu: 85minut
Scenariusz:
Rob Zombie
Reżyseria:
Rob Zombie

 

Występują

Sid Haig ... Captain Spaulding
Bill Moseley ... Otis Driftwood
Sheri Moon ... Baby Firefly
Karen Black ... Mother Firefly
Chris Hardwick ... Jerry Goldsmith
Erin Daniels ... Denise Willis
Jennifer Jostyn ... Mary Knowles
Rainn Wilson ... Bill Hudley
Tom Towles ... Lieutenant George Wydell
Walt Goggins ... Deputy Steve Naish
Matthew McGrory ... Tiny Firefly

House of the 1000 Corpses Film trudny do opisania słowami. Jeszcze trudniej mi go opisywać, gdyż oglądałem go na raty, a jakby tego było mało zgubiłem gdzieś notatki robione podczas filmu. Ale czas przejść do rzeczy : film jest nowym horrorem ,nakręconym w roku 2000 ,który dwa, albo trzy latka przeleżał na półkach ,i nikt go nie wydał oficjalnie - jak widać ,nawet dziś można tworzyć tak przerażające i kontrowersyjne horrory. Ale mimo pierwszych skojarzeń jakie wywołują słowa "przerażający" i "kontrowersyjny" nie jest to film gore. To, że filmy gore są ukryte w podziemiu i nikt ich nie puszcza w kinie i nie wydaje na kasetach VHS jest oczywiste. Ale "House of the 1000 Corpses" jest wyjątkowym horrorem, a nie żadnym bezmyślnym gore które jest zakazane , oprotestowane ,lub wręcz przeciwnie - pominięte i zapomniane. Pisząc o tej niezwykłości mam na myśli kilka faktów - film jest nowy - i już stał się KULTOWY ! Nie dlatego , że jest to film Rob'a Zombie ,znanego muzyka metalowego. "Cradle of Fear" też jest kultowy dla fanów black metalu - nie mówię o fanach Mayhe M,Burzum albo Darkthrone - oczywiste ,że Cradle of Filth jest bardziej "komercyjnym gotyk - black - metalem" ,podobnie jak Rob Zombie ma swoich fanów i przeciwników , ale pozostawmy podziały wśród metalowców na marginesie. Kolejnym faktem jest to, iż "1000 Corpses" porównywalny jest do "Teksańskiej Masakry Piłą Łańcuchową" Tobe'a Hoopera z roku 1974. Fakt - wtedy "Texas Chainsaw Massacre" był filmem który szokował , przełamywał bariery , i mogłoby się wydawać ,że nigdy nie powstanie w XXI wieku film, który mu dorówna."H.o.100.C" jest podobny do "T.C.M" z kilku powodów - obydwa filmy mają w sobie stary ,dobry klimat - co w przypadku "Teksańskiej" jest oczywiste (rok 74) , o tyle w "House" byłem zaskoczony - myślałem ,że dziś kręci się tylko chłamy w stylu "Resident evil", "Blade","Blade II" "BWP II", a tu nagle takie zaskoczenie - prawdziwy ,soczysty , klimatyczny ,ostry , powalający na kolana HORROR w pełnym tego słowa znaczeniu. Tak bardzo chciałem, aby wróciły lata siedemdziesiąte , osiemdziesiąte - oczywiście nie tęsknie za poprzednim ustrojem, chodzi bardziej mi o dobre lata dla gatunku Horror Camp - filmów które robiły wstrząsające wrażenie na ludziach przyzwyczajonych najwyżej do delikatnych horrorów o Draculi... i udało się ! Lata siedemdziesiąte wróciły !!!

Wracając do samego "House of the 1000 Corpses" - opowiada o grupce młodych ludzi która podróżuje po teksasie - brzmi znajomo ? - niby początkowo nic nowatorskiego,ale zmierza w lepszym kierunku niż inne nowoczesne kosmiczne chłamy. Trafiają oni najpierw na lokal - stację benzynową, którą prowadzą dwaj faceci starszy, i nieco młodszy clown (Rob Zombie) .Nie jest to zwykła stacja, lecz "Muzeum Potworów i Szaleństwa Kapitana Spauldinga" - kiczowaty wystrój plus przejażdżka kolejką podczas której można poznać historię kilku seryjnych morderców ;Ed Gein , Ted Bundy ;Albert Fish i paru jeszcze. Dziewczyny wychodzą nieco zdenerwowane, lecz jeden z kolesi zaczyna fascynować się historią "Doktora Szatana" który gdzieś w pobliżu mieszkał i mordował ludzi. Był on mordercą , mistrzem tortury, ale przede wszystkim, rzeźnikiem ! Sprawiedliwość jednak czuwała. Wzięli go za dupę i powiesili. "Na tym niesławnym drzewie, które jest, niedalej niż rzut kamieniem stąd. Niedaleko miejsca, gdzie siedzą wasze dupy. Ale następnego dnia okazało się, że ciało zniknęło. Aż do dzisiaj go nie znaleziono... ani ciała, ani człowieka. Ale, kto może wiedzieć napewno? Może mieszka drzwi obok waszych..." ta historia zaczęła intrygować. Chłopak pyta prowadzącego lokal clowna jak może dotrzeć w okolice gdzie stoi okryty złą sławą dom "szatana". Dostaje narysowaną mapkę, wsiadają i odjeżdżają. Po drodze zabierają jedną atrakcyjną dziewczynę (Baby) (kolejne skojarzenie z "TCM") która wie ,gdzie jest drzewo Dr.Szatana - sama mieszka obok... w "Domu Tysiąca Trupów".I tak tam trafiają - niby przyjazna atmosfera, pomoc przy zepsutym samochodzie....Mimo, że wszystko na początku wydaje się niby normalne, może nieco dziwne i niepokojące ,nie przeczuwają jakie grozi im niebezpieczeństwo. Skoro wpadli w ręce rodzinki psychopatów łatwo się domyśleć , że są torturowani , zabijani itd... podobnie zresztą jak na Texas Chainsaw Massacre, tyle, że trochę efektowniej, jest więcej akcji ,muzyki ,efektów , film jest jakby rozbudowanym obrazem opierającym się na najlepszych , kultowych dziełach typu "Texas" i jemu podobne. Aby dodać jeszcze więcej atrakcji , akcja dzieje się w Haloween. Nie będę pisał zbyt wiele o dalszych przygodach Jerrego, Denise i całej paczki - film trzeba zobaczyć ,i samemu wczuć się w klimat. Świetna muzyka ,dobrze dobrane dźwięki stopniujące napięcie, fragmenty filmów stylowanych na dokumentalne, różna ziarnistość ,czernie ,biele ,wszelkie odcienie , efekty kolorystyczne , jednym słowem - niepowtarzalny klimat, pięknie dobrane i wykonane wnętrza - po prostu widać, że nie jest to amatorski film, lecz dojrzały dreszczowiec zawierający absolutnie wszelkie zalety jakie powinien posiadać dobry horror. Zakończenie też niczego sobie ,ale szczególnie zapadają w pamięć "baśniowe" wnętrza ,grobowce, szkielety, pajęczyny, komnaty i towarzysząca temu muzyka i nastrój - palce lizać.


Podsumowując : najlepszy horror ostatnich lat który już przeszedł do historii. U mnie na półce stoi pomiędzy "Texas Chainsaw Massacre" a "Cradle of Fear" - te filmy mają coś wspólnego ze sobą - "Cradle" i "House" są produkcjami kręconymi przez wokalistów metalowych- są nowe (2000), oba są dobre , brutalne - tyle ,że House jest o niebo lepszy , i nieco mniej drastyczny, muzyka w House jest wspaniała - od nastrojowych ballad z lat 60 aż po tajemnicze typowe dla horrorów dźwięki - w Cradle było tylko jakieś tandetne techno wymieszane z black metalem. Co łączy go z Teksańską już wspominałem - klimat najlepszych horrorów minionego stulecia ...
Polecam wszystkim fanom dobrych horrorów. UWAGA ! Film zawiera sceny drastyczne ,i jest ogólnie postrzegany jako "chory" - ja jednak nie dostrzegłem tam szczególnie drastycznych scen - każdy miłośnik kina grozy widział wiele więcej, i nie zrażajcie się złymi opiniami "poprawnych" krytyków. Oczywiście jest momentami makabryczny - ale o to chodzi !!! Yeah !!!

Ocena Ogólna: 5/6