Evil Dead III - Army of Darkness

Sagal

 

 


Produkcja: USA
Rok produkcji: 1993
Czas trwania: 81 minut (director's cut 96 minut)
Reżyseria: Sam Raimi
Scenariusz: Sam Raimi, Ivan Raimi

Występują:

Bruce Campbell: Ash
Bridget Fonda: Linda
Embeth Davidtz: Sheila
Marcus Gilbert: Arthur
Ian Abercrombie: Sprytny Joe
Richard Grove: Książe Henry
Timothy Patrick Quill: Kowal
Michael Earl Reid: Złoty ząb
Patricia Tallman: Wiedżma
Ted Raimi: Tchórzliwy rycerz

 


    Rok 1993 - miałem wtedy 5 latek i nawet nie miałem pojęcia, że za ponad 10 lat będę recenzował film, który w owych czasach był niejako przebojem na zachodzie!

    Evil Dead 3, albo jak kto woli Army of Darkness zupełnie odchodzi klimatem od części pierwszej. W efekcie nie jest to posunięcie złe dla filmu, ponieważ to właśnie ta część utrwala w nas najbardziej charakterystyczny image całej serii. Oczywiście wszyscy fani mają swoje zdanie, ale bez żadnych wątpliwości Army of Darkness jest najbardziej jajcarskim zakończeniem jakiejkolwiek trylogii horrorów które widziałem!

    Fabuła... Pokrótce przedstawia się to tak... Evil Dead II kończy się w momencie, kiedy Ash zostaje "zassany" w wir czasoprzestrzenny, w efekcie czego ląduje w średniowieczu i okazuje się być pomazańcem opisanym w Necronomiconie. Na tym fantazja twórców się jednak nie kończy. Autorzy serii znani są z kontrowersyjnych rozwiązań, więc i tutaj nie mogło się bez nich obejść. Pod koniec dwójki Ash spada razem z samochodem, po czym wstaje, widzi oddział rycerzy oraz dziwnego latającego demona. Natychmiast wyciąga dwururkę i usypia skrzekacza na wieki w wyniku czego średniowieczni prostacy czczą go jak boga. Jest to rozwiązanie proste i dobre jako zakończenie. Daje dużo do myślenia, a jeśli myślimy o filmie po wyjściu z kina to dobrze o nim świadczy. Wracając jednak do sedna sprawy... W AoD autorzy postanowili odwrócić kota ogonem. To samo ujęcie - Ash spada razem z samochodem. Wstaje i widzi oddział rycerzy. Następnie pierwsze zdziwko. "Gdzie do cholery jest ten latający brzydal???" - Nie ma! Rycerze biorą Asha za jednego z niecnych pobratymców Czerwonego Henry'ego i zabierają go do niewoli, gdzie miał doczekać egzekucji. Jakże proste i twórcze zarazem. Może jest to drobne pomieszanie z poplątaniem, ale spójrzcie na to z drugiej strony. Gdyby od razu uznali go za specyficznego Jezusa ile mógłby trwać film? Hmmm... Tego akurat nie wiem, ale na pewno straciłby sporo zabawnych wątków jak na przykład... A zresztą - obejrzyjcie sami bo warto.

    Jeśli już przy humorze jesteśmy to powiem o nim co nieco. A wierzcie mi, że jest o czym. Chociażby cała wojna toczy się przez głupią pomyłkę Ash'a... Bruce Campbell po raz kolejny pokazuje wielką klasę. Nie ma tu co prawda tak charakterystycznych scen jak chociażby walka z własną ręką z dwójki, ale i tak jest fantastyczny. Jego kunszt sprawia, że bardzo szybko utożsamiamy się z głównym bohaterem. Dzieje się tak za sprawą całej masy gagów, głównie cudownie dobranych dowcipów sytuacyjnych (moje ulubione). Cały sęk w tym, że trudno je opowiedzieć, ale w odpowiedniej sytuacji inwencja autora tworzy przezabawny akt. Wspaniała sprawa. Ogólnie nad geniuszem Campbella można by rozprawiać jeszcze długo, ale nie o to tu chodzi. Jest on wprawdzie duszą całej trylogii i gdyby wstawić tam takiego Schwarzenegera to Evil Dead nie byłby już taki sam!

    Pora na efekty specjalne. Choć jestem muzykiem, nad udźwiękowieniem nie będę się specjalnie długo rozczulał. Charakterystyczne, dość groteskowe kawałki przygrywają wesoło cały czas. Mało niskich tonów (chyba, że się sami w Cool Edicie pobawicie). Film ma już swoje lata, więc nie ma się co dziwić, że jakość dźwięku odbiega od dzisiejszych standartów. Jeśli chodzi o oprawę graficzną, to jak na owe czasy film trzyma poziom. Co prawda już wcześniej powstało dużo filmów z lepszymi efektami, (Aliens, Predator, Terminator) ale i tak jest nieźle... W sumie niezła charakteryzacja "tego drugiego Bruce'a". Szkielety (mięso armatnie tytułowej armii ciemności), a dokładniej ich animacje, były robione metodą poklatkową. Polega ona na poruszaniu fogurek i nagrywaniu pozycji w minimalnych odstępach na jednej klatce. Efekt ten nie dawał zadowalających rezultatów. Szkielety poruszają się sztucznie. Najłatwiej to rozpoznać podczas walk. Miecz nie zostawia charakterystycznej smugi. Nie ma tej płynności. A niski budżet nie pozwalał autorom użyć technik komputerowych. Dla porównania rok później wydany został park Jurajski z użyciem technik komputerowych i różnica jest ogromna. Dinozaury wyglądają realistycznie nawet dzisiaj, po przeszło dziesięciu latach!

    Z ciekawostek warto byłoby wspomnieć o alternatywnych zakończeniach trylogii. Otóż powstały dwa. W oryginalnym Ash za pomocą magicznej mikstury postanawia przenieść się do współczesności. Niestety przegina z ilością ofiarowanego mu trunku (ironicznie oczywiście) i ostatecznie ląduje w zniszczonym Londynie (co dziwne Big Ben stoi prawie cały). Brzmi kiczowato? To posłuchajcie tego. Ash trafia do współczesności. Wraca do pracy w supermarkecie (to nie jest Polska - ludzie nzajdują pracę ;-)). Nagle ni w pięć ni w dziewięc pojawia się jakaś wiedźma i krzyczy coś typowego o pożeraniu dusz itp.. Ash jak na prawdziwego twardziela przystało chwyta shotguna i w iście matrixowym stylu (dużo obrotów, skoki, ogólnie wszystko tak dennie zrobione, że się płakać chce) przeszywa ciało biednej staruszki śrutem. Kwituje to jakimś typowym tekstem w stylu "I było zabierać sól?" i chwyta laseczkę w ramiona. Tendencja i kicha aż się wylewają z ekranu...

    Podsumowując AoD na swój sposób potrafi zaciekawić widza. Wątpię, by ktokolwiek mógł się przy nim przestraszyć. To raczej komedia, ale ze względu na tematykę wypadało o nim wspomnieć. Wszak to klasyka. Chodziły swojego czasu po necie plotki, jakoby Sam Raimi planował wydanie czwartej części, ale to raczej niepotwierdzone info. Filmik dostaje ode mnie 4 z plusem. Oglądając go spodziewałem się czegoś lepszego i szczerze mówiąc zawiodłem się. Było to dobre parę lat temu, ale teraz, mogę to powiedzieć z premedytacją... Aha - jeszcze jedno. Zaprezentowana przeze mnie okładka wygląda bardziej bajerancko niż cały film - to tak na marginesie ;-P.

Ocena Ogólna: 4+/6