Evil Dead - Martwe Zło

[Sagal]

 

 


Reżyseria: Sam Raimi
Rok produkcji: 1986
 


 

   W chwili, gdy Sam Raimi wraz ze wschodzącą wówczas gwiazdą Brucem Campbellem kręcili pierwszą część niezaprzeczalnie kultowej już dziś trylogii opowiadającej o Necronomicon Ex Morten, ja byłem właśnie poczynany ;). Patrząc jednak z perspektywy horrorów faktycznie Bruce i paczka nie mieli łatwo... Niedawno wydany Hellraiser, czy Haloween były nie lada konkurencją... Coś jednak sprawiło, że dziś Evil Dead'a znają wszyscy...


    Fabuła po krótce przedstawia się wprost banalnie. Ash (Bruce Campbell), Cheryl (Ellen Sandweiss), Scott (Hal Delrich), Linda (Betsy Baker) oraz Shelly (Sarah York) wybieraja się na "wakacje" do wynajętego domku w lesie... Wbrew ich obawom, ze względu na cenę, chatka w lesie okazała się być w bardzo dobrym stanie. Nie psując wam zabawy z oglądania filmu powiem tylko, że w piwnicy domu Ash odnajduje gramofon i dopiero tak naprawdę zaczyna się film. Na taśmie nagrane jest zaklęcie przywołujące demony. Potem to już istny meisterstuck :-). Cheryl "zgwałcona" przez drzewa, a potem opanowana przez demony... Ash tnący zombiaki na części... Krew bryzgająca po ścianach i kamerze... To wszystko sprawia, że koło filmu nie można przejść obojętnie. Sam Stephen King po obejrzeniu Martwego Zła przyznał, iż jest to najstraszniejszy film jaki kiedykolwiek widział. Na uznanie zasługuje również wspaniała obsada. Zwłaszcza mam tu na myśli Bruce'a. Jego sposób prowadzenia dialogu i charakterystyczne ruchy na zawsze pozostają w pamięci, chociaż osobiście wole Asha z drugiej i trzeciej części, gdzie zamiast spanikowanego szczeniaka mamy twardziela sypiącego tekstami, które niejednokrotnie sprawiały, iż lądowałem na podłodze śmiejąc się do rozpuku.


    Muzyka również nie pozostaje w tyle za resztą... No, może poza tym, że w większości momentów bardziej bawi niż straszy... Zwłaszcza pod koniec filmu, gdzie zaczyna grać śmieszna muzyczka ;). Efekty dźwiękowe nie są może tak wspaniałe, jak w dzisiejszych "superprodukcjach", ale na pewno są ciekawe i nie rażą wzroku widza. Niektórzy uważają nawet, że są lepsze niż w dwójce... Wątpliwości budzi scena, w której zombiaki "topią się" na papkę... Niektórym ta scena podoba się najbardziej z całego filmu... Inni zaś twierdzą, że trochę psuje atmosferę... Ja raczej podzielam zdanie tych drugich, chociaż po obejrzeniu filmu po raz 10 sam już nie wiem... ;-) Kolorystyka filmu, to raczej mroczne i ciemne barwy... Potęgują efekt grozy i niepokoju. Efekty dźwiękowe to dość wysoki poziom... Głównie ryki, odgłos "zła" pędzącego po lesie... Nie raz można podskoczyć na krześle... ;-)Pierwsza część trylogii jest najbardziej poważna ze wszystkich części. Jest to typowy horror GORE z elementami komedii. Właściwie to właśnie Evil Dead zapoczątkowało taki gatunek. Z tą serią tak to już jest, że niektórzy się jej boją, a inni się z niej śmieją... Ja jestem raczej w tej drugiej grupie...


Pointując dodam, że Evil Dead to film wyjątkowy pod każdym względem. Każdy znajdzie tu coś dla siebie... Trochę GORE, komedii i dawnego horroru. Naprawdę każdy fan filmów grozy musi to obejrzeć... Ja wystawiam mu 5/6 i.... Kiedyś miało być coś, co mieliśmy nazywać "Krwawą Gwiazdą", ale wygląda na to, że czegoś takiego nie będzie... Jeśli podzielacie zdanie guru Stephena Kinga, który nazwał ten film najstraszniejszym horrorem jaki widział to możecie z czystym sumieniem dodać mu jeszcze jedno oczko.

Ocena Ogólna: 5/6