Jason X


Mittwoch

 

Gatunek: Horror
Produkcja: USA
Data produkcji: 2001 rok
Czas trwania: 93 minuty
Scenariusz:
Todd Farmer
Reżyseria:
James Isaac

Występują:

Kane Hodder .... Jason Voorhees/Uber-Jason
Lexa Doig .... Rowan
Chuck Campbell .... Tsunaron
Lisa Ryder .... Kay-Em 14
Peter Mensah .... Sgt. Brodski
Melyssa Ade .... Janessa
Derwin Jordan .... Waylander
Jonathan Potts .... Prof. Lowe
Dov Tiefenbach .... Azrael
David Cronenberg .... Dr. Wimmer
Boyd Banks .... Fat Lou

 


Kręcenie sequelów to ,wydawałoby się, bardzo pewny sposób na osiągnięcie sukcesu. Ot mamy dobry film, kręcimy jego kontynuację i stan naszego konta rośnie. Czasami jednak szkoda, że producent/reżyser/scenarzysta nie umie powiedzieć stop...

Na początek parę słów o fabule, którą z poprzednimi częściami łączy w zasadzie wyłącznie postać Jasona. Otóż Jason więziony jest w laboratorium w Crystal Lake. Nagle zjawia się niejaki dr Wimmer ( w tej roli D.Cronenberg !) i chce zabrać naszego bohatera na jakieś badania. Pan Voorhees ucieka jednak i rozpoczyna jatkę, którą przerywa mu sprytna pani doktor, zamrażając naszego ulubieńca i siebie przy okazji. Po 455 latach statek kosmiczny odnajduje naszych milusińskich i zabiera ich na pokład. Jednak rozmrażanie Jasona to nienajlepszy pomysł...

Przyznam, że dla mnie scenariusz jest idiotyczny ! No, ale cóż, jest Jason, więc obejrzeć trzeba. Po obejrzeniu tego filmu w mojej głowie kołatała jedna, paląca myśl: co oni zrobili z moim ulubionym filmem do jasnej ciasnej  ! Zero klimatu, dużo futurystycznych efektów i jeszcze ten Uber-Jason. Scen zabójstw też jakby mniej. Toż to, o zgrozo, o Star Trek się ociera albo inny Star Wars. Jednym z niewielu dobrych pomysłów było zatytułowanie tego "dzieła" "Jason X", bo dzięki temu ten niewątpliwy gniot nie będzie kojarzony ze wspaniałą serią "Friday The 13th". A co w tym filmie zniechęca ? Wszystko ! Postacie występujące w filmie, gra aktorów, mocno naciągana fabuła i tak pełna niedociągnięć :). Rozczarowało mnie również mocno zakończenie. Aż sam się zdziwiłem, że obejrzałem ten film do końca. W zasadzie jedną z niewielu rzeczy, która mi się w miarę podobała była muzyka, oczywiście Harryego Manfrediniego, który stworzył ten charakterystyczny motyw dla całej serii piątków.

W zasadzie sumienie nie pozwala już gnębić "Jasona X", chyba dlatego, że leżącego się nie kopie. Dla mnie, osoby wychowanej i rozpoczynającej swoją przygodę z horrorami od "Friday The 13th", film ten to dno plus metr mułu. Nawet postać Voorheesa nie podnosi jego wartości, a wręcz ją obniża. Krótko więc: zdecydowanie ten film odradzam.

Ocena ogólna: 1/6