NEKRomantik 2 - Return of the loving dead



SACHMETH

Gatunek: Gore - Erotyczny / Horror
Produkcja: Niemcy
Data produkcji: 1991 rok
Czas trwania filmu: 110 minut
Scenariusz:
Jorg Buttgereit
Reżyseria:
Jorg Buttgereit
 

Występują

Lena Braun .... Porno-synch girl
Carola Ewers .... Nekro-gang member
Astrid Ewerts .... Nekro-gang member
Florian Koerner von Gustorf .... Drunk at bar
Käthe Kruse .... Actress in film playing at cinema
Eva-Maria Kurz .... Nekro-gang member
Daktari Lorenz .... Robert in flashback sequence
Beatrice Manowski .... Betty (as Beatrice M.)
Monika M. .... Monika

Nekromantik2, jak sama nazwa wskazuje jest kontynuacją niezwykle chorej części pierwszej. Jest on jednak swojego rodzaju "oddechem" od tego co można ujrzeć w Nekro1. Na początku Buttgereit przypomina nam kilka istotnych scen z Nekromantika, które stworzyły fundamenty dalszej historii zboczonej Betty i Roberta (teraz już biernej jego postaci). Widzimy bardzo dokładnie sfilmowaną, tajemniczą ścieżkę Betty na cmentarz. Odkopuje ona grób swojego chłopaka - tak długo, że aż srać się chce. Wyciąga ciało - tak brzydkie, że aż piękne. Co z nim zrobi?..

 To już musicie sami zobaczyć - ale nie wiem czy warto. Realizm tego filmu odbiega nieco od części 1. Trup Roberta nie wygląda zbyt przekonująco, co nie znaczy ze nie jest paskudny. Sceny, w których Betty całuje jego usta (i nie tylko), pieści jak niemal żywą istotę, są odrażające. Mamy tu (podobnie jak w Nekro1) do czynienia z dość napiętym erotyzmem przy udziale trupa. W sumie, to cały ten film jest taki erotyczny. Mi osobiście to się nie podoba (może dlatego, ze w większości scen robią to żywi? hehe). Prawda jest taka, ze więcej skupienia, i pracy włożono w nakręcenie scen, w których żywa kobieta (niestety brzydka) szaleje z rozkoszy "ujeżdżając" trupa...(zupełnie tak jakby sceny 'normalnej' miłości były nieistotne.) Jednak nie wyglądają na tak chore jak w Nekromantiku, a jednocześnie namiętne. Druga część Nekromantika wygląda raczej jak jakieś Love Story - w niecodziennym wydaniu. Muzyka- główna melodia która pojawiła się w części 1 pozbawiona już mroku i napięcia - dodaje tu komizmu. Nie jest już tak "ciężka", jest śmieszna - brzmi jak kołysanka. Zresztą, treść samego filmu to jedna wielka satyra. To czysta ironia... szyderstwo z nekrofilów. Uczuciowy dylemat Betty, która nie może wybrać partnera (być z żywym kochankiem, czy trupem Roberta?) sprawia, iż odbiorca zamiast być przerażony (to przecież horror!) umiera ze śmiechu. Jeszcze bardziej rozśmieszające, i zaskakujące jest rozwiązanie problemu... Betty odcina istotne częsci ciala truposza - chuja i głowę. W ostatniej scenie, podczas miłości z kochankiem - odcina mu głowę i zastępuje ją głową Roberta (nie dziwię się, twarz aktora grającego kochanka jest wyjątkowo nieapetyczna i żałosna).

Film ten rozpoczął się bardzo ciekawie, intrygująco. Jednak po około 25 minutach jest dosłownie o niczym. Mamy ciekawy początek (ok. 20 min) i koniec (tez ok. 20min), a co z resztą? Czyżby Buttgereit o tym zapomniał? Jak nie gadają o bzdurach, to się pieprzą (beznadziejnie... mogliby chociaż fajne porno nakręcić) Niestety owy film nie ma już tak silnego klimatu jaki tworzył Nekromantika. Byłoby całkiem nieźle, gdyby wyciąć te nudne sceny.. nie są one ani klimatyczne, ani ciekawe, ani też nie grzeszą scenografią. Są one po prostu niczym. Jedyną sceną ukazującą nam 'codzienność niecodzienności' jest fragment, w którym tuzin kobiet ogląda film... film ukazujący rozcinanie (czy jak to się zwie) foki. Kobietki oglądając te obleśną scenę, jedzą sobie kanapki i czekoladki.. to chyba nie jest normalne... podobny motyw jak w jedynce z królikiem i kotem - widocznie pan Jorg chce nam pokazać cierpienie zwierząt w bardzo dosadny sposób ?!

Nekromantika 2 nie nazwałabym złym filmem.. nie przekreśliła bym go.. jednak nie da się ukryć - jest nudny. Opowiada o czymś wyjątkowym i ohydnym (dla niektórych) w sposób niebywale wesoły. Brzmi to interesująco, ale niezbyt mi się to spodobało. Jest albo za mało straszny, albo zbyt mało śmieszny. Brakuje mi tu zdecydowania, czegoś konkretnego. "Straszne sceny" (które wcale nie straszą) zakłócone przez komizm (jednak zbyt mało go jak dla mnie). Gdyby nie to, ze jednak coś ciekawego pojawiło się na początku, i na końcu (oj fajna jest puenta) określiła bym ten film irytującym ' ni w 5 ni w 9' (bądź 'ni w pizdę ni w oko' - jak kto woli)...


Ocena Ogólna: 4/6