The Village - Osada

Sagal

 

 


Produkcja: USA
Rok produkcji: 2004
Czas trwania: 108 minut (director's cut 96 minut)
Reżyseria: M. Night Shyamalan
Scenariusz: M. Night Shyamalan

Występują:

Bryce Dallas Howard: Ivy Walker
Joaquin Phoenix: Lucius Hunt
Adrien Brody: Noah Percy
William Hurt: Edward Walker
Sigourney Weaver: Alice Hunt
Brendan Gleeson: August Nicholson
Cherry Jones: Pani Clack
Celia Weston: Vivian Percy
John Christopher: Jones Robert Percy
Frank Collison: Victor
 

 


    Wreszcie na naszej stronie pojawia się jakaś recenzja premierowa. Tym bardziej cieszę się, że to na mnie wypadło oceniać najnowsze dzieło Shyamalana. A uwierzcie mi - jest o czym pisać... Zanim jednak przejdę do sedna muszę coś sprostować. Akcja filmu nie toczy się w roku 1897, jak zapewniają developerzy w OFICJALNYCH spotach. To po prostu niedomówienie. I jak na mój gust - dość spore przy filmie za $60.000.000! Wszystko wskazuje na schyłek dwudziestego wieku, a może nawet czasy współczesne. Jedynie ludzie w tytułowej wiosce żyją jak w XIX wieku. No - to tyle jeśli chodzi o suche fakty. Teraz zajmijmy się tym co tygrysy lubią najbardziej.

    Pierwsze co rzuca się w oczy przeglądając spoty reklamowe to doskonała wręcz obsada. M. Night Shyamalan poniekąd kierując się starą zasadą, że nie zmienia się zwycięskiej drużyny jak zwykle w jedną z głównych ról wcielił Joaquina Phoenixa ze swojej poprzedniej produkcji - "Znaków" z 2002 roku. Oprócz tego na ekranie zobaczymy również Adriena Brody'ego, który zasłynął jako "Pianista", tutaj w roli chorego umysłowo chłopaka, którego, co trzeba mu przyznać, zagrał genialnie. Nie mógłbym również zapomnieć o ślicznej Bryce Dallas Howard, która bardzo przekonująco zagrała niewidomą Ivy Walker. Poza tym sporo świetnych aktorów na drugim planie jak chociażby Singourney Weaver ("Obcy"), która w filmie pojawia się spontanicznie i niestety raczej reprezentacyjnie, nie wnosząc swoja rolą zbyt wiele do produkcji.

    "NIE ZDRADZAJ ZNAJOMYM JAK KOŃCZY SIĘ OSADA. ONI TEGO NIE LUBIĄ" - nie bójcie się, nie powiem. Przydałoby się jednak pokrótce przedstawić fabułę filmu. Tak więc jak już mówiłem akcja toczy się w czasach współczesnych, o czym dowiadujemy się w trakcie filmu, za to już na samym początku zostajemy wprowadzeni w specyficzny dla M. Night Shyamalana klimat. Wioska pełna niedomówień, z żelaznymi zasadami, gdzie nikt o nic nie pyta i w końcu Ci, O których nie mówimy. Zdziwił mnie fakt, iż pomimo czających się w lasach niebezpieczeństw, stałych wioskowych rytuałów i życia w ciągłym strachu osadnicy ciągle jeszcze tam mieszkają. Natychmiast w głowie roi się od pytań - po co w ogóle osiedlać się w takim miejscu, JAK oni zdołali się tu osiedlić skoro Ci, O których nie mówimy są mieszkańcami lasu od zawsze. Okazuje się, że mieszkańcy osady zawarli z autochtonami specyficzny pakt. Układ żelaznych reguł, które pozwalają im żyć z mieszkańcami lasu w swoistej symbiozie. Trzy główne zasady to:

  1. Nie pokazuj zakazanego koloru - on ich przyciąga

  2. Nie wchodź do lasu - oni tam mieszkają

  3. Czekaj na bicie dzwonu - on ogłosi ich nadejście

    Problem pojawia się, gdy jeden z bohaterów łamie te zasady. Ci, O których nie mówimy nie lubią braku respektu. Rozpoczynają się najazdy na wioskę, osadnicy znajdują zwierzęta obdarte ze skóry na gankach. W paru słowach - robi się ciekawie. Więcej Wam nie powiem, żeby nie popsuć przyjemności z oglądania. Naprawdę oryginalna jest właśnie budowa filmu. Co ciekawe w połowie produkcji dowiadujemy się już niemal wszystkiego o mieszkańcach lasu i nadchodzi rozczarowanie. Shyamalan nie mógł jednak tak po prostu zakończyć, więc wprowadził dodatkowy wątek. W efekcie film robi się bardziej psychologiczny, niż thrillerowaty - dla niektórych będzie to plus, dla innych minus. Film kończy się tak... po prostu! W całym kinie aż wrzało od podzielonych opinii. Ja również byłem lekko podirytowany i dość rozczarowany. Szybko jednak zdałem sobie sprawę, że zbyt dosłownie odebrałem ten film. Reżyser przekazuje w nim bowiem parę niezbędnych prawd życiowych. Mianowicie, że w konfrontacji z rzeczywistością nasze życiowe lęki nagle bledną i co ważniejsze, że "ONI" naprawdę są wśród nas, chociaż nawet o tym nie wiemy. To bardzo ciekawe i zrozumie to jedynie ten, kto obejrzy osadę i zastanowi się nad nią drugi raz w bardziej moralny sposób.

    Pora na efekciarstwo. Tu na pewno scenarzyści nie żałowali pieniędzy. Specjalne ukształtowanie terenu, wykarczowanie lasu i wreszcie wybudowanie tytułowej wioski spaliły pewnie grube miliony. Jak już wcześniej wspomniałem wioska ma jednak dzięki temu swój specyficzny, XIX-wieczny klimat. Baszty i bale dookoła osady, mnóstwo pochodni i świec (oczywiście w wiosce nie ma prądu), dziwne odgłosy dochodzące z lasu w dzień i w nocy. Producenci na porę kręcenia filmu wybrali jesień, co nie powinno dziwić. Szary las, pełen złotych liści i gołych, niczym szpony, gałęzi drzew plus świetna gra świateł. Jednym słowem - wystarczająco straszne, by niejedną osobę przyprawić o koszmary. Dodatkowo widza przybija myśl - nie ma dokąd uciec najbliższe "miasta" o całe dni drogi od osady. Jeśli nadejdą, to będzie koniec. Na szczególną uwagę zasługuje również świetna muzyka. Płaczące skrzypce, a kiedy trzeba mocne uderzenia orkiestry. Zajął się nią ten sam specjalista, to w "Szóstym Zmyśle" i "Znakach", czyli James Newton Howard, co momentami wyraźnie rzuca się w uszy. Kupując soundtrack na pewno się nie zawiedziecie, mimo iż jest to muzyka raczej dla melomanów.

    W końcu doszliśmy do momentu, w którym wypadałoby podsumować najnowszą produkcję M. Night Shyamalana (którego nota bene zobaczycie w tym filmie). Film jest bez wątpienia godny zainteresowania, pełen nieoczekiwanych zwrotów i intryg. Dla fanów kina psychologicznego (do których ja się zaliczam) pozycja obowiązkowa. Nie zdradźcie znajomym jak kończy się osada, nie dlatego, że "ONI" tego nie lubią, tylko dlatego, że po prostu nie warto. Mogliby niepotrzebnie zrazić się do tego filmu, a jego trzeba po prostu obejrzeć! Jeszcze jedno... Po wyjściu z kina pamiętajcie - "ONI" są wśród nas...

Ocena Ogólna: 5+/6